20070922877

Pojęcie nieskończoności ma ten podwójny charakter, że narzuca się z konieczności umysłowi, a jest zgoła niewytłumaczonym. Kiedy zaś to pojęcie zawładnie umysłem, nie pozostaje już nic jak tylko uklęknąć, podziwiać i wielbić w pokorze.”

Autor tej maksymy, francuski naukowiec, twórca podstaw mikrobiologii Ludwik Pasteur, gdyby dzisiaj żył, miałby wiele okazji by rozwijać pojęcie nieskończoności, właśnie myśli. Bowiem jeśli przyjąć, że otaczający nas świat, będący jedynie niewielką częścią wszechświata, powstał z myśli, to Pasteur wiedział co mówił.

Wiara w nieskończenie stworzenia, nie połączona specjalnie silnie w mojej filozofii z postacią Boga, wymaga refleksji. Samo pojęcie, stanowiące sedno rozważań i tytuł tego artykułu ma tu swoje umocowanie.

Już w latach 60. XX wieku, czyli ponad 50 lat temu, w USA zaczęły rozkwitać oparte o wszechobecną wolność, filozofie. Wiele z nich ma już dzisiaj w Polsce szeregi wyznawców. Niestety kulturowa spuścizna po ustrojowym zniewoleniu naszego społeczeństwa przyczynia się do sprowadzenia w katolickiej świadomości, nie za bardzo obiektywnej, a często bywa, że przesadzonej i szkodliwej oceny, dla tych działań. I tak wolność przekonań jest często osadzona w sekciarstwie. Z tego powodu wielu adwentystów, buddystów, wyznawców Jehowy, scjentologów etc, może liczyć na niespecjalnie dobrze podejście otoczenia. Z uwagi na niereligijny jednak charakter mojej filozofii, mam wielką nadzieję, że docenisz możliwości dawane przez tą myśl, przy jednoczesnym braku konfliktu na poziomie wiary.

Dodam także, że jestem za pełną wolnością. Uważam, że ludzie są w stanie być sobą też z uwagi na przyzwolenie. Wciąż spoglądamy na naszych bliskich, przyjaciół, znajomych, czy grupę w której aktualnie jesteśmy. To spoglądanie ma oczywiście uzasadnienie w poszukiwaniu w nich wsparcia, co dając poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, pomaga w miarę komfortowo żyć. Czy jednak na pewno odkrywasz się ze swoimi myślami przed wszystkimi i zawsze określasz własny pogląd? Przepraszam, ale wątpię. Wprawdzie znane mi są przykłady osobowości co najmniej rewolucyjnych i bardzo szanuję ludzi o jasnych otwartych poglądach, jednak uważam, że stanowią oni mniejszość. A większość niepotrzebnie męczy się utrzymując pod presją tworzoną z własnej oceny świata zewnętrznego lub wręcz z powodów nacisków z tegoż, takie a nie inne status quo.

„Myśl jest najważniejsza” jest i dla jednych i dla drugich. Pośród ruchów wolnej myśli i nowatorskich filozofii, we wspomnianych Stanach, znaleźli się i mniej religijnie kontrowersyjni przewodnicy. Do grupy, jaka pozostaje w moich zainteresowaniach, zalicza kilku pierwszych i wciąż wydaje się, że najlepszych trenerów rozwoju osobistego i duchowego. Wówczas termin soul coaching nie był wprost używany i miał inne umocowanie niż dzisiaj. W XXI wieku można bez problemu spotkać się z trenerami rozwoju duszy, co na pewno ciekawie brzmi. Dzisiaj są bez problemów dostępne wydania różnorodnej literatury, jak choćby wprost „Soul Coaching”, autorstwa Denise Linn. Tu termin coaching jest używany wprost w literaturze bardziej doradczej, niż nadającej się do procesów coachingowych. Daleko stąd do profesjonalnych sesji, prowadzonych przez eksperta, ale jak to intrygująco brzmi.

Joseph Murphy należy do trenerów, którzy wnikliwie badając efekty swojego publicznego działania, uprzejmy był zbudować na tym jedną z najmocniej oddziałujących do chwili obecnej techniki podnoszenia swojej mocy myśli. Udowadnia, że myśl tworzy świat. Czyli wprost powoduje wrażenie, że tylko od Ciebie i to tylko Ty odpowiadasz za to, co Cię w życiu spotka. Murphy, co zawsze było dla mnie inspirujące, chętnie powołuje się na inklinacje religijne. Bowiem „wiara czyni cuda”, a „będzie im dane według ich modlitwy”, jest jak wprowadzenie do samosprawdzającej się przepowiedni. Wystarczy bowiem dobrze myśleć o zdrowiu i ma się zdrowie. Dobrze myśleć o pieniądzach, ma się pieniądze. Dobrze myśleć o sobie i swojej „sile ducha” i będzie dane.

To w zasadzie świetna podbudowa dla coachingu. I w mojej filozofii permanentnie podpowiadam, że od tego o czym myślisz, to tak Ci się dzieje w życiu. Specjalnie personalizuję to przesłanie, bo wierzę że moje słowa będą również powodem do ewentualnej refleksji. Wiemy już, że łatwiej jest myśleć dobrze, niż źle. Wiemy także, że higiena emocjonalna i wiara w swoje myśli, jest niezbędna do sukcesu. Mało jednak to widać. I tu z pomocą przychodzi pan Bandler, który przy okazji podstawowych technik NLP podnosi wagę umiejętności wizualizacji, słyszenia i odczuć, które jeszcze bardziej przybliżą nas do stworzenia tego, czego pragniemy.

Marek Aureliusz w swoich „Rozmyślaniach” mówi to jednak prościej i mimo setek lat  wcale nieźle trafia, bo „Pożądać niemożliwości jest szaleństwem. A niemożliwe jest, by ludzie moralnie źli nie popełniali nic takiego”.

„Myśl jest najważniejsza” podejmuje trud uproszczenia dojścia do osobistego sukcesu, poprzez odwołanie do indywidualności każdego z nas, urealnienia naszych codziennych pragnień i odniesienia do nieograniczonych możliwości, jakie każdy człowiek ma w sobie.

Robert J. Błaszczyk

Share Button

Posted by coach

Website: http://coach24.com.pl