20091119(002)

Bo cóż innego? Każdy człowiek, który szuka swojej drogi, znajdzie ją wtedy, gdy uwierzy, że jest to możliwe. To część filozofii, gdzie „myśl jest najważniejsza”.

Mistrz coachingu konwersacyjnego, a przynajmniej sam tak tego człowieka określiłem, namawiał swoich słuchaczy do natychmiastowej refleksji, którą zwykł określić „przebudzeniem”.

Proponował, by „…pomyśleć, jak jesteście zniewoleni przez rozmaite związki. Usiłujemy zmienić świat w taki sposób, aby utrzymać te związki, ponieważ świat ciągle im zagraża. Boję się, że któryś z przyjaciół przestanie mnie lubić, może zaprzyjaźnię się z kimś innym. Muszę ciągle utrzymywać swą atrakcyjność, bo chcę tą drogą zdobyć jakąś osobę. Ktoś wbił mi w głowę, że koniecznie potrzebuję jej lub jej miłości…„.

Tyle Anthony de Mello, z jednej ze swych przypowieści, opublikowanych w polskim wydaniu książki „Przebudzenie” [s. 145, Poznań 2004]. O inspiracji przez swoistą formę tworzonej dla wybranej coachowanej osoby historii, pisał wiele Maciej Bennewicz. Niezwykle ciekawe są tu doświadczenia coachowania swoich przyjaciół drogą wiadomości elektronicznej. Klient otrzymuje na swoją pocztę tekst. Bynajmniej nie są to wprost żadne rady, porady, odniesienia. To w pierwszej chwili, wydająca się zupełnie niezwiązaną z człowiekiem baśnią. Aż tu nagle następuje to, o co coachowi chodzi. Błysk, myśl, refleksja klienta. Olśnienie, przebudzenie.

Wydaje się, że polska szkoła coachingu stawie na takie doświadczenia. Coach, człowiek twórczy, a nie odtwórczy, umie „przeczytać” swojego klienta i dobrać taki sposób wzajemnej pracy, by określenie celów, mapa zmian i droga dochodzenia do nich, powstała w sposób najlepszy z możliwych. Oczywiście można doszukiwać się tu postaci Miltona H. Ericksona, amerykańskiego psychiatry, który podczas spotkań z pacjentami stosował swoistą formę hipnozy, która osadzona w spokojnym tonie głosu, merytorycznie opierała się jednak na przypowieściach.

Czy łatwiej poprzez „bajkę” docierać do dorosłych ludzi? Czy to nas naprawdę inspiruje? Czy zmienia nas łatwiej, szybciej niż techniki coachingowe, znane z działań biznesowych? Ot pytanie pod świetne badania naukowe. Jakże zaskakujące mogłyby to być wyniki. A jeśli okazało by się, że rodacy lubią słuchać opowieści pozornie nie kierowanych do nich, z których lub lepiej, w których następuje taki obrót wydarzeń, że u większości słuchaczy uzyskuje się efekt zastanowienia, a stąd powstaje krótka już tylko droga do „Wow!”, czyli skutecznej inspiracji. Przecież wystarczy ją motywacyjnie podtrzymać i drogą sesji coachingowych wypracować tu zarówno cel, jak i dojście do niego.

Mnie osobiście inspiruje to zagadnienie. Uważam, że burzy to wizję coachingu, jako spotkania z ekspertem od zmian. Moim zdaniem rola coacha jest tu nieograniczona i, czego nieco się boję, wielka. Bo klient często przychodzi do coacha z ciekawości, powodowanej potrzebą. Tą potrzebę zwykle inspiruje dowiedzenie się o takiej możliwości. Szybkie rzucenie okiem na ogłoszenie, odczytanie artykułu o coachingu itd. Jakże często krótkie są to przekazy. I działają. Zatem, czy budowanie dłuższych form nie będzie miało zbyt głębokiego znaczenia. Łatwiej zapytać klienta, co cię do mnie sprowadza i nad czym będziemy pracować, niż kontynuować spotkanie dalej na niwie spontanicznie opracowanej historii pozornie nie mającej większego znaczenia.

Jak blisko tu do mojej filozofii, bo przecież inspiracja, szczególnie w procesie coachingu, to właśnie udowodnienie, że „myśl jest najważniejsza”. Czego i tobie na progu drogi do lepszej myśli, zmian i twojej wizji tzw. szczęścia, życzę.

Robert J. Błaszczyk

Share Button

Posted by coach

Website: http://coach24.com.pl